Posts Tagged ‘kampania’

Parada Schumana 2010 – reportaż bez lukru

8 Maj 2010

Przechadzając się dzisiaj po warszawskiej ulicy Nowy Świat przypadkiem natknąłem się na całkiem sporą imprezę (jak się później okazało była to 11 parada Schumana). Postanowiłem napisać dla Państwa krótki reportaż z tego wiekopomnego wydarzenia. Tekst mocno subiektywny, pewnie inny niż oficjalne relacje mediów ale z pewnością prawdziwy i oddający atmosferę panującą na tym radosnym szoł. Zacznijmy jednak od początku…

Cała ulica była obstawiona stoiskami z ulotkami, niebieskimi balonikami, broszurami i innymi cudami na kiju. Promocja traktatu lizbońskiego, promocja polsko-niemieckiej przyjaźni, natura 2000, ekologia, znajdź pracę w Unii, Europa bez granic i mnóstwo innych w podobnym tonie. Dostałem nawet piękną papierową torebkę, a w niej cały pakiet tej promieniejącej europejskim szczęściem bibuły. Jednak pierwszą rzeczą, która bardziej przykuła moją uwagę było stoisko „młodzi głosują”.

Podszedłem grzecznie, spytałem o co chodzi, bo nie ukrywam, że trochę kojarzyło mi się to z poprzednimi wyborami parlamentarnymi (gdy jak podają niektóre gazety „młodzi, zdolni, atrakcyjni” masowo zagłosowali, przechylając szalę zwycięstwa na stronę Platformy Obywatelskiej). Z tego co pamiętam padły wówczas nawet jakieś zarzuty, że cała ta akcja zachęcająca młodzież do głosowania była podszyta polityczną kiełbasą z leminga (ale jak było naprawdę nie wiem więc darujmy sobie domysły i złośliwości). Na moje pytanie do prowadzących w/w stoisko o co chodzi w całej inicjatywie uzyskałem odpowiedź, że to taka akcja aktywizująca młodych Polaków w kierunku postaw „niezbędnych do budowania demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego”. Po objaśniającej formułce dostałem kartkę do głosowania i wskazano mi niewielkie papierowe pudło imitujące urnę wyborczą. Okazało się, że w ramach tego stoiska organizowane są prezydenckie prawybory by zbadać preferencje polityczne wśród młodych wyborców. Na zapytanie czy jako obywatel około lat 30-tu (nie pierwszej już młodości przecież) kwalifikuję się do całej zabawy uzyskałem odpowiedź twierdzącą.  Zresztą odniosłem wrażenie, że nikt się tym głosowaniem za bardzo nie przejmował, a gdybym podszedł za pół godziny po raz drugi to pewnie nawet pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. Tak czy siak zagłosowałem jak należy i na odchodne rzuciłem pytanie o to gdzie będzie można sprawdzić wyniki owych „młodzieżowych prawyborów”. Poinformowano mnie, że wszystko zostanie opublikowane na stronach fundacji „Centrum Edukacji Obywatelskiej”.

Kontynuując moją wycieczkę „unioznawczą” pomyślałem, że skoro jestem akurat w centrum, to warto by zajrzeć pod pałac prezydencki. Choćby po to by jeszcze raz oddać się chwili zadumy i zobaczyć jak dziś, niemal miesiąc po smoleńskiej katastrofie to miejsce wygląda. Ostatnio jak tam byłem (jakieś dwa tygodnie wcześniej) mimo uprzątniętych zniczy i kwiatów, nadal było czuć mocną woń parafiny w powietrzu, a bruk (mimo profesjonalnego mycia) w dużej mierze był czarny i niemal kleił się do butów. Im bliżej pałacu, tym bardziej efekt się nasilał. Tworzyło to naprawdę specyficzny klimat (można było zamknąć oczy i nie używając zmysłu wzroku dotrzeć na miejsce). Paliła się też jeszcze garstka zniczy i leżało trochę kwiatów.

Idąc w stronę pałacu, gdzieś na wysokości skrzyżowania Nowego Światu ze Świętokrzyska wpadłem na grupę młodzieży ukraińskiej. Wyglądali na zorganizowaną ale luźno hasającą po ulicy wycieczkę szkolną (przedział wiekowy – gdzieś w okolicach naszego liceum). Sporo z nich miało ukraińskie flagi, ubrani byli w charakterystyczne żółte koszulki z jakimś dwujęzycznym napisem (coś o Europie zdaje się). Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że jestem na paradzie Schumana więc z zaciekawieniem spytałem ich co to za akcja i co robią w Warszawie? Zagadałem po polsku ale chłopak ubrany nieregulaminowo (koszulka z napisem „Russia”) sprowadził mnie do parteru proponując przejście na język angielski. Trochę mnie to zdziwiło ale dogadaliśmy się bez problemu. Okazało się, że to jakaś grupa młodzieży szkolnej z Kijowa, z tamtejszego klubu europejskiego. To od nich dowiedziałem się, że w Warszawie jest dzisiaj „wielkie święto”, a oni przyjechali tu by czynnie wziąć w nim udział.   Przeszliśmy razem mniej więcej do pomnika Kopernika, pokazałem im grającą ławkę Chopina i oddaliłem się w swoją stronę.

Tym razem pod pałacem prezydenckim nie było już ani kwiatów, ani zniczy. Nie było też klejącego się do butów, pokrytego czarną mazią bruku i charakterystycznego zapachu parafiny. Był drewniany krzyż i kilka pamiątkowych zdjęć prezydenckiej pary oraz rozbitego samolotu. Była też malutka grupka turystów (nie więcej niż kilkanaście osób). Postałem chwilę, pomilczałem i poszedłem dalej w stronę Starego Miasta.

Tłum zaczął wyraźnie gęstnieć. Dało się wyczuć lekko nerwową atmosferę. Na twarzach poniektórych rysowała się trema jak przed występem w gimnazjalnym teatrzyku, niektórzy błaznowali lub chodzili bez celu. Normalna rzecz – wycieczka. Przywieziona przez swoich wychowawców z przyszkolnych klubów europejskich młodzież powoli zajmowała pozycje startowe.

Przemieszczając się dalej w stronę Placu Zamkowego zauważyłem kilka platform (takich ciągniętych przez ciężarówki – w stylu parad amerykańskich czy jak by powiedzieli złośliwi gejowskich). Ja (jako, że należę do złośliwych) miałem skojarzenie jednoznaczne.

Uderzył mnie trochę brak polskich flag. To znaczy były, na latarniach (obok unijnych) ale młodzież miała przeważnie flagi Unii Europejskiej (która podobno – jak dowiedziałem się z wręczonej mi wcześniej broszurki o traktacie lizbońskim – nie ma oficjalnej flagi) lub dziarsko dzierżyli flagi państw członkowskich (od Malty po Finlandię). Niektóre były naprawdę spore i w rękach co sprawniejszych machaczy robiły niemałe wrażenie.

Nagle z głośników rozległ się głos animatorki całej imprezy, która oświadczyła wszem i wobec, że wita wszystkich na jedenastej paradzie Schumana. Przybyłych gości, licznie (aczkolwiek nie da się ukryć, że nie spontanicznie) zgromadzoną młodzież, wychowawców i prominentów. Na koniec padły gorące podziękowania w stronę Hanny Gronkiewicz-Waltz „za piękną pogodę”, która według pani animatorki jest właśnie zasługą Pani Gronkiewicz. Pogoda faktycznie była piękna ale co ma z tym wspólnego Pani Prezydent Warszawy to szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia.

Głos zabrała Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zaczął się mały festiwal pochwał i radości. Młodzież pohukiwała z aprobatą, a Pani Waltz kolejno przedstawiała najważniejsze na swojej platformie osoby. Zaczęła od Róży Thun, dzięki której „ta cudowna impreza odbywa się już po raz jedenasty”. Potem była prezentacja niemniej ważnego komisarza europejskiego do spraw budżetu – Jana Lewandowskiego oraz ministra edukacji narodowej – pani Katarzyny Hall. I tak przez dobrych kilka minut. Chwalimy się, kochamy, pozdrawiamy młodzież z tej i tej szkoły, młodzież szaleje, itd. Jako ostatni głos zabrał gość zagraniczny (nie wiem kto to był bo trochę się wyłączyłem). Przemówił do zgromadzonych po angielsku. I tu zaskoczenie – jako jedyny zaczął od nawiązania do Smoleńskiej tragedii, złożył wszystkim Polakom szczere kondolencje i przeszedł do krótkiej przemowy właściwej.

Wycofałem się spod platformy wypchanej twarzami polityków (tym bardziej, że coraz mocniej trąciło kampanią wiadomej partii). Moją uwagę przykuła natomiast niewielka grupka z tzw. flagami wolnej Białorusi (historyczne biało-czerwono-białe barwy). Niektórzy z nich mieli ogromne kije teleskopowe (coś na wzór wędek) na które nawlekli flagi i zaczęli dynamicznie nimi wymachiwać. Przez chwilę udało im się przykuć uwagę sporej grupy osób (tym bardziej, że ich flagi, dzięki „zabiegowi wędkowemu” były naprawdę wysoko. Ktoś z tłumu krzyknął nawet „niech żyje wolna Białoruś!”.

Wtem rozległa się głośna muzyka (mieszanka klubowej, techno – donośnie i z paradnym przytupem). Pochód zaczął się ustawiać i z wolna ruszył spod Placu Zamkowego w kierunku Nowego Światu. Ruszyły także platformy. Atmosfera paradna, radosna (coś jak na pochodzie pierwszomajowym – tylko hasła inne, a zamiast białych gołąbków niebieskie baloniki i styropianowe, żółte gwiazdki). Kolumna wolno ale regularnie przesuwała się do przodu.

Między pałacem prezydenckim, a bramą uniwersytecką ciężarówka z Panią prezydent się zatrzymała, wszyscy ważni ludzie zeszli na ulice i chwycili się za ręce. Swoją drogą bezpieczeństwo wyglądało tak, że mogłem podejść do Hanny Gronkiewicz-Waltz na odległość jednego metra i nikt mnie nawet nie próbował odciągać. Teoretycznie, gdybym był zamachowcem byłoby niewesoło. Na szczęście jestem zupełnie normalny i nic z mojej strony nikomu nie groziło, a i potencjalni terroryści w Warszawie to też raczej czysta fantastyka. Nie zmienia to jednak faktu, że ochrona była niemal zerowa i ograniczała się do kilkunastu niezbyt rozgarniętych porządkowych w żółtych kamizelkach (co przyznam nieco mnie zszokowało).

Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz, Katarzyna Hall i pan Lewandowski oficjalnie stanęli na przedzie pochodu ustawiła się przed nimi grupa kilkudziesięciu dziewczyn z pomponami (coś na kształt czirliderek). Spytałem pośpiesznie kogoś z tłumu dokąd właściwie ten pochód zmierza i dowiedziałem się, że parada ma przejść przez cały Nowy Świat aż do ronda de Gaulle’a.

Na wysokości pomniku Kopernika z tłumu pomponowego rozległa się donośna i wielokrotnie powtarzana później piosenka na nutę znanego utworu Maryli Rodowicz (ten o pociągu i zielonym kamyku – na pewno znacie). Ktoś mógłby pomyśleć, że to dowcip ale (wierzcie lub nie) działo się to naprawdę. Aż sobie z wrażenia zapisałem cały tekst tej radosnej twórczości w telefonie bo uznałem, że warto się tą przyśpiewką podzielić z internetową bracią. A brzmiała ona dokładnie tak:

Wsiąść do pociągu europejskiego,
Nie dbać o wizę, nie dbać o bilet.
Ściskając w ręku euro złocone,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…


Nie szedłem już dalej. Zostałem w tyle.

😉

Reklamy